piątek, 30 stycznia 2015

Aladyn w obsranych gaciach

29 stycznia 2015, Południowa Tajlandia, Prowincja Krabi, Ton Sai Beach



Właściwie to nie mam pojęcia od czego zacząć. Może od tego, że byliśmy w raju? Brzmi banalnie. Może powinienem napisać na wstępie, że jeszcze nigdy w życiu nie widzieliśmy czegoś równie pięknego i zachwycającego ? Nie, to także brzmi nijak, w porównaniu do tego co dziś udało nam się zobaczyć. Mam nie mały kłopot, bo jak opisać coś czego nie da się opisać, jak oddać to piękno, którego byliśmy niemymi świadkami, a które wypełniało nas całych, napawało nas radością i dumą, zachwytem i smutkiem zarazem? Jak w słowach oddać coś co zapiera Ci dech w piersiach, co powoduje, że otwierasz usta i język grzęźnie Ci w czeluściach niemocy? Zaraz zrzygam się od tego patosu. Ale taka jest prawda, jeśli istnieje raj, jeśli jest jakaś zaczarowana, bajkowa kraina, to my dziś się w niej znaleźliśmy. A dlaczego zyskałem miano obsranego Aladyna? Cóż, są miejsca, które zmieniają twoje postrzeganie świata, dają odskocznię, są plastrem na poranione emocje, ale by do nich dotrzeć często trzeba pokonać nie tylko ciężką, trudną i niebezpieczną drogę, trzeba pokonać także masę swoich słabości, lęków, wyjść ze strefy komfortu, zaufać losowi. Tak też stało się dziś ze mną. Nie mam wielkich doświadczeń w obcowaniu z górami, o wspinaczce nie wspomnę. Ale dziś musiałem się wspinać, i to wspinać na naprawdę strome i ciężko dostępne skały od widoku których dostawałem gęsiej skórki. Tajemnicze górskie przejścia, schowane wśród gęstej, tropikalnej roślinności wąskie ścieżki, pieczary, jaskinie,  drążone przez miliony lat przez wodę malownicze klify, pełne zakamarków i labiryntów zatoczki, skały wystające na dziesiątki metrów  znad krystalicznie czystej, lazurowej wody.  Bajkowy krajobraz z szerokimi plażami, białym piaskiem i wspaniałą wodą. Takie są tutejsze plaże, wysepki i zatoczki. Ale jest tutaj  jedno miejsce, które w moim odczuciu nie jest ogólnie dostępne, do którego nie dociera masa turystów, które ukryte wśród skał stanowi obraz nieskażonej  cywilizacją oazy ciszy i spokoju. To właśnie dotarcie do tej ukrytej wśród skał i bujnej roślinności laguny, było dla mnie nie lada wyzwaniem, sprawdzianem zarówno dla ciała jak i ducha. Udało nam się tego dokonać w trójkę, a to co zobaczyliśmy w środku przeszło nasze najśmielsze oczekiwania.  Wracając miałem tak brudne od czerwonej gliny spodnie, że wyglądałem jakbym jednym słowem zesrał się w gacie rzadką kupą. A, że były to alladyny, to przylgnęło do mnie przezwisko " Aladyn w obsranych gaciach", których z premedytacją postanowiłem nie prać, by jeszcze mocniej zamanifestować mój tutejszy sposób bycia.   Będąc w miejscach, które otwierają Ci oczy na wspaniałość tego świata, zupełnie nieistotnym nagle stają się tak błahe i przyziemne kwestie jak Twoja fryzura, wyprasowana czy też nie koszula,  czy glina, która spowodowała, że spodnie w kolorze kości słoniowej nagle stały się rdzawo ceglaste. To przestaje mieć dziś dla mnie znaczenie. Liczy się to, że po raz pierwszy w życiu tak dobitnie i mocno czuję jakim marnym pyłem jestem  na tym świecie. Dziś dotarliśmy w kilka wspaniałych miejsc, pływaliśmy kajakiem, jedliśmy ultra soczyste i słodkie owoce, zanurzaliśmy się w jaskiniach wypełnionych wodą, spotkaliśmy stado małp, widzieliśmy wielkiego jaszczura, przechadzaliśmy się po najpiękniejszych plażach świata, pływaliśmy, doświadczaliśmy, pokonywaliśmy kolejne własne słabości, cieszyliśmy się sobą, zachwycaliśmy  się widokami, smakami, kolorami, fakturami. Po trzech tygodniach w podróży, poczułem się prawdziwie zrelaksowany i spokojny. To był jeden z najpiękniejszych dni mojego życia. Jestem zakochany i szczęśliwy. Mam nadzieje, że tańcząca teraz reggae  w knajpie pod palmami Ewelina, czuje to samo. Dobranoc kochani. Idę po kolejne piwko i oddaję się nocnym szaleństwom. Djembe czeka. Z głośników rozbrzmiewa słoneczna, wyspiarska pełna miłości do świata i ludzi muzyka,  i gdy spojrzę dookoła siebie,  zauważam, że znaleźliśmy się w miejscu, które ma takie same pozytywne fluidy. Obsrany Aladyn rusza w tany…. O Rany ! 

3 komentarze:

  1. no dobrześ to opisał... baaardzo dobrze...
    mimo iż chapię teraz równie piękny świat, tylko mniej kolorowy, bo cały biały, z deską na nogach i z uczuciem euforii już od połowy zakrętu to jakoś znów chce mi się teleportować do Was.

    coraz lepszych dni kolejnych !

    OdpowiedzUsuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń