sobota, 17 stycznia 2015

Bangkok

Bangkok ! Od wyjścia z samolotu mineły 44 godziny, a w nich był już upał i chłód, radość i strach, taniec i gra na świątynnych bębnach, było nocne szaleństwo i nocne zwiedzanie zakazanych ulic, smak tajskich potraw, robaków i świeżo wyciskanych owocowych soków. Zdążyliśmy kilkukrotnie wejść do miejsc, do których chyba nie powinniśmy wejść, widzieliśmy sprzedające się bezimienne czternastolatki, i daliśmy się pochłonąć muzyce etiopskiej, w lokalu tylko dla czarnoskórych gości i tej samej nocy, próbowaliśmy zakraść się na ostatnie piętro jednego z drapaczy chmur, co skutecznie udaremniła nam ochrona, wyrzucając nas na zbity pysk. Płyneliśmy łodzią, karmiąc gigantyczne sumy, integrowaliśmy się z miejscowymi dzieciakami, byliśmy w kinie, kilku restauracjach, świątyniach, a nawet w szpitalu i na policji. Kto z nas ma zszywaną głowę, kto największego kaca, ile wydaliśmy w dzielnicy rozpusty, czy udało nam się przełknąć świerszcza, i kto zagrał jazzowy koncert z uliczną orkiestrą ? Wszystko to i wiele więcej osobliwych przygód przeczytacie już w kolejnym poście, który opublikujemy  po powrocie z zaplanowanych na dziś atrakcji. Przygoda czeka. Lecimy, pa pa .... ! 


Ps. Cytat wczorajszego dnia: "Tu Ta to ja, daj mi patataj" 

2 komentarze:

  1. noto niecierpliwie czekamy na szczegóły:)

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje podróżniki kochane...!:) Byłabym zawiedziona gdybyście po 44h w Bangkoku nie mieli za sobą tylu ciekawych przeżyć!Doświadczajcie, przedsięwziujcie dalej.. a ja czekam na relacje!:*** Wisienka

    OdpowiedzUsuń