
Brawa dla Jacka!!!! Dziś kończy się jego trzytygodniowa tajlandzka przygoda.
Był z nami w Bangkoku, w Ayutthaya, w Pitsanoulok, Sukothai, Chiang Mai i na Phuket. Zaskakiwał nas na każdym kroku, był naszym kierowcą, kucharzem, czasem tragarzem, rozśmieszał, ale też niejednokrotnie przysparzał o gęsią skórkę, czarował i był oczarowywany, zawsze uśmiechnięty, wesoły, znakomity kompan w podróży. Nie wiemy jak, ale zawsze udawało mu się lądować na cztery łapy, choć bywał nieraz w niezłych opałach. Już pierwszej nocy wylądował w szpitalu z rozbitą głową, ale to już wiecie... Spadł z niedużego, ale jednak wodospadu, po czym triumfalnie wyskoczył z wody z szelmowskim uśmiechem na ustach. Wsadził ogon tygrysa w usta, obserwując czy ten nie ma zamiaru rozszarpać go na strzępy, siedział okrakiem na słoniu podróżując przez busz, skuterem na którym podróżowaliśmy w trójkę, wchodził w ostre zakręty z prędkością 70 km na godzinę, przejeżdżał duże skrzyżowania pod prąd i często na czerwonym świetle. Chwytał każdą chwilę i wyciskał ją jak cytrynę. Będziemy za nim tęsknić, przez kolejne miesiące podróży.
Dziękujemy, Marcin & Ewelinka
Przecież dopiero minęły 2 tygodnie od Waszego wyjazdu jak dobrze liczę :)
OdpowiedzUsuńTam czas leci szybciej i minęło już 3 tygodnie a tutaj tylko dwa :)
OdpowiedzUsuń