środa, 4 lutego 2015

Khao Mai Kaew - wyprawa w głąb ziemi.

                             
nim wcisnę się w szczelinę... 


2 lutego 2015, jaskinia Khao Mai Kaew.
To było wspaniałe przedpołudnie na wyspie Lanta w południowej Tajlandii. Zjedliśmy ananasa na śniadanie, wskoczyliśmy na wypożyczony skuter, nasz ulubiony środek transportu i ruszyliśmy w dół wyspy z myślą o  dotarciu do poleconej nam przez znajomego Włocha jaskini Khao Mai Kaew. Przywykliśmy chodzić po Tajlandii na boso tudzież w japonkach, więc w słoneczny i upalny dzień żadne z nas nie pomyślało by założyć trekkingowe buty,  tudzież zabrać ze sobą latarkę. Dotarliśmy na teren parku narodowego, ujrzeliśmy tabliczkę STOP, uiściliśmy opłatę ( 600 bahtów za dwie osoby ), i ruszyliśmy za przewodnikiem w górę po mocno zarośniętym stoku.  Po przejściu kilkuset metrów ujrzeliśmy wejście do jaskini i już wiedzieliśmy, że pójście tam w japonkach nie będzie wróżyć nic dobrego. Na dzień dobry  trzymetrowe zejście w głąb jaskini po pionowej ścianie, z kilkoma zainstalowanymi w tym miejscu drewnianymi szczebelkami. Od przewodnika dostaliśmy czołówki, ale ich światło jest mizerne, a ciemności grobowe. Nim wzrok przywyknie do mroku, mija kilka dobrych chwil. Prawie po omacku udaje nam się zejść w dół i tu dostrzegamy kolejne zejście tym razem bez żadnych barierek czy udogodnień po ubitej glinie,  o nachyleniu 35 stopni jakieś dwa i pół metra w dół. Ciemno, ślisko, wilgotno i duszno. I tak będzie przez najbliższą godzinę, przy czym przejścia do kolejnych komór będą coraz węższe a ich położenie coraz bardziej niebezpieczne. Jednym słowem, pakujemy się w plątaninę gęstych, niczym nie oświetlonych tuneli, dróg donikąd, podziemnych strumyków, pojawiających się nagle czeluści, rozstępów, szczelin, rys i rozpadlin.  Początkowo posuwamy się bardzo powoli, ostrożnie stawiając stopę za stopą, nasz przewodnik idący przodem pokonuje tą samą drogę niczym motyl, z gracją i z wielką swobodą, ale my, pierwszy raz w tak dużej i ciemnej jaskini, często o mokrym i śliskim podłożu,  byliśmy naprawdę posrani. Nie ma czasu na strach i rozmyślania, staramy się nadążyć za przewodnikiem, który ani myśli zwalniać. Zapewne po wyjściu będzie miał kolejnych chętnych i kolejne bahty w kieszeni. Trudno. Trzeba sobie jakoś radzić. Jesteśmy już jakiś czas w wąskich , karkołomnych przejściach i nasze kroki są coraz pewniejsze. Docieramy do pierwszej większej komory i postanawiamy robić zdjęcia. To co ukazuje się na ekranie aparatu, zapiera nam dech w piersiach. Ściany jaskini oświetlane nikłą czołówką, nie ukazują w pełni swego piękna. Ale oświetlone błyskiem flesza sprawiają, że zapadamy w chwilową zadumę. Mimowolnie człowiek zaczyna się zastanawiać kim jest na tej planecie, jakim marnym pyłem w obliczu potęgi i piękna natury. Utrwalamy obrazy w aparacie i w naszych sercach, powietrze staje coraz cięższe, tlenu jest coraz mniej, ale my stajemy się coraz lżejsi, coraz sprawniej przedostajemy się do kolejnych części jaskini, zaprzyjaźniamy się z nią, już się jej nie boimy, staramy się chłonąć jej piękno i potęgę. Tak mija nam godzina. Godzina, w której musieliśmy się czołgać by przejść dalej, wspinać po ostrych, niebezpiecznych skałach, stąpać po krawędziach, przeskakiwać nad strumieniami i głębokimi rozpadlinami. Gdy pojawiliśmy się w pewnym wąskim korytarzu, odczuwając powiew świeżego powietrza, wiedzieliśmy, że nasza przygoda z prehistorią dobiega końca. Gdy wyszyliśmy na zewnątrz, w zupełnie innym miejscu niż gdy wchodziliśmy do jaskini, wówczas  dostrzegliśmy jak bardzo przemoknięte od potu były nasze koszulki. Czy to brak tlenu w głębokich partiach jaskini, dusznota jaka tam panowała czy jednak wysiłek, jaki musieliśmy włożyć by przebrnąć przez to wszystko w pieprzonych japonkach ? Na to pytanie wolimy sobie nie odpowiadać. Grunt, że nie zostaliśmy w niej na zawsze… 




                                  


2 komentarze:

  1. Masz rację, wobec cudu stworzenia człowiek jest tylko marnym pyłkiem...szczęśliwy jesteś, że sobie to uświadomiłeś.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masz rację, wobec cudu stworzenia człowiek jest tylko marnym pyłkiem...szczęśliwy jesteś, że sobie to uświadomiłeś.

    OdpowiedzUsuń